środa, 30 sierpnia 2017

to już wrzesień?!

Urlop powoli dobiega końca. Najpierw na 5 dni pojechaliśmy w góry, do doliny Kościeliskiej. 
Z małymi dziećmi i nie do końca udaną pogodą bywało różnie, ale góry jak to góry, potrafią wynagrodzić każdy trud :) W tym tygodniu już nie spoczywamy na laurach, porządkujemy, upiększamy jednym słowem - działamy w domu i ogrodzie. Zaległości jest sporo i ciągle są miejsca takie "jak na budowie" jeśli wiecie o co mi chodzi :)
Dziś więc do porannej kawy (jeśli macie tak jak my) dosypcie sobie o pół łyżeczki cukru więcej, nalejcie więcej śmietanki, zamieszajcie najpiękniejszą łyżeczką jaką macie i ruszajcie do boju :) 
Nie ma na co czekać, coś mi się zdaje, że jesień tuż za rogiem!

Pozdrawiam Was ciepło!
Ola



poniedziałek, 14 sierpnia 2017

zjedzone borówki i ptaszki ze Stryszawy

Lubię kiedy ogród to nie tylko trawnik z choinkami po bokach, ale coś więcej, i to nie tylko dla oka, ale też żołądka. W naszym, jest wszystkiego po trochu, taki melanż owoców, jagód i warzyw.
Nic nie daje takiej satysfakcji jak zbieranie własnych malin, porzeczek, truskawek, poziomek, aronii, rokitnika, borówek, jagód kamczackich. Wszystkie mamy w naszym ogrodzie. Lubimy też nasze warzywa i tak co roku już są ogórki, papryki, pomidory, dynie, jarmuż, kalarepy, a ostatnio szczaw, rabarbar i brukiew. Mieliśmy nawet ziemniaki - było ich mało (hodowane w donicach, przysypywane) ale za to jakie były pyszne. 
Czy to się opłaca? Pewnie nie bardzo, ale kiedy widzę mojego trzylatka zajadającego "z krzaka", wyszukującego z wypiekami na twarzy kolejnej dojrzałej poziomki czy borówki, czy ze szczypiorkiem w buzi myślę, że nawet takie mini uprawy są warte każdej złotówki o ile ma się ogród.
Ten rok były wyjątkowo udany i jeszcze się nie skończył :) Dynie dojrzewają, jarmuż coraz prężniejszy, tylko te borówki... Co roku zbieraliśmy ich kilogramy, w tym, dopadła nas plaga szpaków, które nie dają się odpędzić. Nawet sztuczne kruki (inwestycja życia ;)) nie pomogły. Zebrałam tylko dwa kilogramy, co jest marnym wynikiem. Ptaki niczego się nie boją, przylatują nawet kiedy jesteśmy w pobliżu. Cóż, za rok trzeba będzie pomyśleć o osłonach.

A w temacie ptaków, pojawiły się już jakiś czas temu, ale chyba o nich nie pisałam. To ptaszki stryszawskie, taka cepelia, ale wiecie, z wiekiem staję się jeszcze bardziej sentymentalna :) Są ozdobą naszego wianka nad kozą, prawda, że coś w sobie mają? Mamy ich cztery sztuki, bo to taka alegoria naszej gromadki. Nie skandynawskie, nie trendy, a jednak do nas pasują :)
Pozdrawiam jeszcze letnio!




Popularne posty