czwartek, 3 listopada 2011

po godzinach...

Obijam się nieźle na budowie. Chyba dopada mnie depresja pt. "to się nigdy nie skończy". A to dlatego, że wszystko robimy sami, wiemy, że jeśli z czymś nie zdążymy, o czymś zapomnimy, lub nie będzie nam się chciało - to tego nie będzie.
Żeby ostatecznie nie zwariować próbuję trochę tworzyć, bo mi tego bardzo przez budowę brakuje. Przemycam więc metalowe pudełko z Krakowskiego Kredensu po kukułkach, które przemalowałam na czerwono (będzie służyło za świecznik, kiedy kupię mu białą świecę). W ramach fascynacji Szwedzką Dalarną, przemycam ręcznie (przeze mnie, a jakże!) wyciętego ze sklejki i pomalowanego konika, na tle mojego jeszcze nie skończonego obrazu w paski. Voila!


2 komentarze :

  1. Hej! Piękny blog, zapowiada się cudowne wnętrze. Czy mogłabym zapytać, gdzie dostałaś te wspaniałe rozgwiazdy? Szukam takich od miesięcy! Pozdrawiam serdecznie! Powodzenia!

    OdpowiedzUsuń
  2. Witam,
    Rozgwiazdy kupiłam nad morzem kilka lat temu. Zaopatruję się w nie zwykle na wyrost, bo je uwielbiam. Dziękuję za miłe słowa i pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękujemy za wiadomość. Postaramy odpowiedzieć na nią tak szybko, jak będzie to możliwe. Ola i Marcin

Popularne posty