piątek, 7 października 2011

sufity na finiszu

Jeszcze trochę i sufity, które mieliśmy skończyć do sierpnia (!!!) w końcu przestaną mi spędzać sen z powiek. Został nam najbardziej hardcore'owy kawałek jakim jest klatka schodowa. Od wczoraj męczymy się z Marcinem, a rezultat? Skończona pierwsza połowa, pomalowana drugi raz ściana, i cała masa radości.
Oczywiście nie dopuszczałam myśli, że będziemy to robić sami, ale wyszło jak zwykle. Marcin ustawił dwie drabiny, na nich wiórowe drzwi, a następnie mocno chwiejący się stół (na który się boję wstawać nawet jeśli jest na podłodze), no i się zaczęło. Myślałam, że umrę kiedy zobaczyłam to jego "rusztowanie", ale już po 3 godzinach sama po nim śmigałam w celu wykończenia ubytków w murze akrylem. Jaka ja jestem odważna ;)
Przy dobrych wiatrach jutro zamontujemy schody strychowe (tutaj popiszą się szwagier i Marcin), i będziemy mogli poukładać deski do końca.
W tak zwanym międzyczasie, klaruje mi się w dalszym ciągu górna łazienka, znalazłam fajną listwę świetlną, żywcem z garderoby gwiazd (oczywiście Miss Piggy), która zawiśnie nad lustrem. Szafkę pod umywalkę wymuruje mi mój analityk - murarz i człowiek od wszystkiego, tzw Mąż, o ile nie zrobię tego sama jak się wkurzę. Cegiełki chyba komuś zlecimy, podłogi zrobimy oczywiście sami. Będzie świetnie.
I jeszcze wczoraj wpadłam na pomysł (odnawiam akurat inną, większą lampę-kwokę do salonu) żeby pomalować drzwi na jasny popiel - powinna fajnie grać z bielą podłóg. Jasny popiel, bo lampę ubrałam w ten kolor i strasznie mi się spodobał. Co za post!
Pozdrowienia dla wszystkich walczących, miło, że czasem zaglądają tu fajni ludzie. POWODZENIA!


Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Dziękujemy za wiadomość. Postaramy odpowiedzieć na nią tak szybko, jak będzie to możliwe. Ola i Marcin

Popularne posty