czwartek, 29 grudnia 2011

AFTER

Poznajecie je? Miałam dzisiaj cały, baaardzo przyjemny dzień wypełniony tym, co po pracy lubię najbardziej.
Nie skończyłam jeszcze wszystkiego: krzesło turkusowe jest pomalowane tylko podkładowo, a kosz jeszcze musi być poprawiony. Myślę nieskromnie, że mi się udało :) Zdjęcia niestety przy sztucznym świetle, ale nieraz jeszcze zobaczycie moje skarby już we wnętrzach i stosownie do ich przeznaczenia.
Miłego wieczoru ~~~*







moje skarby BEFORE...

Niechciane, porwane z domu na 5 minut przed spaleniem ;) Ciekawe co powiedzą rodzice, kiedy zobaczą je w nowej odsłonie. Tymczasem proszę, to one krzyczały do mnie "weź mnie!", "zrób mnie na nowo!", "daj mi drugą szansę!" ;) Wersja PRZED:

taboret kuchenny, pamiętam go z dzieciństwa, lata komuny, ale wciąż solidny, a drewno bez zarzutu:

taboret dziadka, nie wiem ile może mieć lat, ale ciągle pamiętam dźwięk szurania nim po podłodze, kiedy uczył mnie grać w psa (karty), wyglądał jakby ktoś właśnie na niego zwymiotował :):


krzesło z lat pięćdziesiątych, nie pamiętam skąd się wzięło, pamiętam, że swego czasu moja siostra w liceum używała go do biurka, miało wiele kolorów niestety...:


kosz wiklinowy, kiedyś często jeździliśmy z rodzicami na giełdę kwiatową, lubiłam to :) kupiłam go i żeby było śmiesznie jeden z pikników odbył się na trawie na działce, na której teraz stoi nasz dom :) To było jakieś 16 lat temu a ja wciąż to pamiętam (Ania i Kasia - dzięki :) ):



na koniec coś co w liceum kupiłam z moją przyszłą bratową, nie pamiętam gdzie i po co, choć wiem, że to stojak na filiżanki w okropnym bukowym kolorze:

poniedziałek, 26 grudnia 2011

dzisiejsze zdobycze

Wracam dziś ze świątecznego obiadu u rodziców bogatsza o kilka staroci~, których nikt już nie chciał. Dawno nie było mnie już w piwnicy, a pojawiłam się w samą porę! Marcin jest troszeczkę sceptycznie nastawiony (jak zawsze) ale ja wiem, że to co zrobię z moimi zdobyczami jeszcze niejednego zadziwi.
Co przytachałam? Po pierwsze piękne krzesło z lat pięćdziesiątych, prawdziwy rarytas, w warunkach allegrowych musiałabym zapłacić za nie jakieś 100-150 zł. Kolejną rzeczą jest taboret, totalnie zniszczony, pamiętam go jeszcze z dzieciństwa (było ich 6), nogi drewniane, pomalowane jakąś obrzydliwą brązową farbą, siedzisko z mdf. Wyszukałam też wiklinowy kosz piknikowy, stojak na kubki i czerwone, emaliowane wiaderko.
Jestem szczęśliwa!!!
Krzesło zostanie oczyszczone i pomalowane (nad kolorem jeszcze myślę, świetnie wyglądałoby w czerni, ostrej czerwieni lub turkusie). Taboret zostanie pomalowany na jasnoniebiesko lub biało, a siedzisko obite różową ceratą w białe grochy (już ją u mnie widzieliście). Kosz wiklinowy dostanie spatynowaną szarawą biel i będzie robił za osłonkę jakiegoś drzewka na pniu, stojak na kubki chyba będzie czerwony, a emaliowane wiaderko już czeka na wstawienie do kuchni bo niczego mu nie brakuje i chyba tylko na to czekało!
Zdjęć dziś nie mam, najwcześniej zrobię pojutrze, ale sprawozdanie na pewno zamieszczę :)

Do pełni szczęścia, na samym końcu znalazłam stare odważniki (ciężarki). Jest ich chyba z 7 sztuk (waga oczywiście też). Wykorzystam je jako przyciski do papieru, czy do obrusu na stół na tarasie (latem kiedy obrus będzie fruwał na wietrze).

Niektóre stare, niepotrzebne rzeczy mają niesamowity potencjał. Nie umiem przejść obok nich obojętnie, przemawiają do mnie, a potem moja wyobraźnia już podpowiada którą drogą pójść. Uwielbiam to.



****~~~~

:)

Od kilku dni chodzę jak nakręcona. Wyobraźcie sobie, że mam w domu tapetę Chinz od Cath Kidston!!! To była niespodzianka (a przy okazji dziękuję Lasche za chęć pomocy, na pewno jeszcze kiedyś skorzystam, DZIĘKUJĘ). Oczywiście nie położona, czeka sobie na to aż w kuchni więcej się zadzieje (murki, kafelki etc.).
Tapeta jest piękna, jest cudowna, jest lepsza, niż to sobie wyobrażałam, oszalałam na jej punkcie.
Teraz na 500% jestem już pewna wyglądu naszej kuchni. Będzie wiejsko, po skandynawsku no i trochę po angielsku.
Obecnie szukam jeszcze tylko drewnianego wiejskiego stolika na toczonych nogach, z szufladą i najlepiej dwiema półkami. Kiedy go już znajdę, nogi i wszystko oprócz blatu pomaluję mu na czerwono, blat zostanie w kolorze drewna, żeby się ładnie zestarzał. W takim kolorze pięknie będzie wyglądał na tle jasnoniebieskiej boazerii i białej podłogi.
Wypoczywajcie, w końcu jutro powrót do pracy... :)




poniedziałek, 19 grudnia 2011

maślane...

Święta to ciasteczka maślane mojej mamy. Od roku piekę je też ja, w swoim domu, z Marcinem. W tym roku, też tak będzie a dniem pieczenia będzie środa. Dziś Marcin zaskoczył mnie prezentem: metalowymi foremkami w różnych kształtach, których jestem fanką. Mam ich wiele, ale te kształty to dla mnie nowość w kuchni!
Oprócz tego, w paczce znalazłam krem z kasztanów i wanilii, syrop sosnowy (uwielbiam go do herbaty) i sos mole. A to wszystko tylko za to, że upiekłam pizzę ;)

Przed chwilą zrobiłam kilka zdjęć nowym foremkom. Są przepiękne, najchętniej powiesiłabym je na choince, na zwykłym, szarym sznurku!




wtorek, 13 grudnia 2011

:)

Niedługo święta, a ja dzisiaj malowałam sobie deski podłogowe do łazienki na dole. Kupiłam farbę do podłóg V33 kolor jasny popiel. Wyszła świetnie. Jedynie odcień jest trochę zimniejszy niż myślałam, ale sama konsystencja, rozprowadzanie, rewelacyjne. Oczywiście zapach do zniesienia tylko w maseczce, ale da się wytrzymać. Jutro, mam nadzieję, położymy te podłogi, żeby wreszcie móc kończyć tą łazienkę.
Skleiliśmy też blat, zobaczymy jutro czy się w ogóle będzie trzymał. Jeśli tak, wyszlifuję go jeszcze i pomaluję może na jasno szaro i wreszcie będzie można montować umywalkę.




poniedziałek, 12 grudnia 2011

polka dots

Ach ten czerwony...Moje zamówione w Tchibo miseczki za 28 zł dwie sztuki, przybyły!
Są piękne i żałuję, że nie wzięłam jeszcze jednego kompletu, bo już nie ma czerwonych... Minie pewnie sporo czasu zanim z nich zjemy poranne musli na tarasie, ale przynajmniej dają mi kopa i motywację do działania :)
Sesja niestety przy sztucznym świetle. Na zdjęciu pojemnik ze sklejki, na wino (prezent gwiazdkowy od klienta). Nie wyrzucajcie takich rzeczy, czasem wystarczy tylko coś takiego pomalować na biało i wykorzystać jako osłona na doniczki, pudełko na guziki, czy tasiemki.
Ja trzymam w nich (bo mam już kilka) nasiona moich roślin i warzyw, świetnie się do tego nadają! 

przeróbka

Właśnie przemalowałam kolejną lampę. Tym razem Vancouver Massive, piękna w kształcie, ale trochę banalna w tej szczotkowanej stali. Ponieważ nie mogłam jej tak zostawić, jeszcze zanim ją kupiłam, pomyślałam dla niej o jasnym błękicie. Jak się okazało, pasuje do niej doskonale i wydobywa całe jej piękno. Bardzo mi się podoba, zwłaszcza, że gruby, ciężki klosz jest ze szkła. Będzie kinkietem w naszej dolnej łazience, choć jest lampą ogrodową, ale wiecie już chyba, że ja lubię iść pod prąd :)
Nałożyłam kilka warstw w odstępach czasowych, śrubki zostawiając stalowe. Niestety nie mogę jeszcze pokazać jej całej, musiałam ją trzymać, dlatego zdjęcia klosza są ucięte. Ale kto wie, może w tym tygodniu zawiśnie już na swoim miejscu!




niedziela, 11 grudnia 2011

red typhoon, vanilla sugar i cztery ściery :)

Ja wiem, że część z Was jest przerażona tą ilością czerwieni, ale to tylko tak wygląda. W rzeczywistości nie będzie jej aż tak wiele jak mogłoby się wydawać po moich postach :)
Ale żeby Was znowu trochę postraszyć, oto mój dzisiejszy wyrób: cukier waniliowy w otoczeniu bawełnianych ścierek. Cukier najpierw zmieliłam w młynku na puder, potem rozkroiłam wzdłuż jedną laskę wanilii, pocięłam na drobniejsze kawałki, wrzuciłam wszystko do słoika i zamknęłam.
Można by powiedzieć że jest gotowy, ale niestety, lwią część roboty w tym przypadku wykonuje CZAS. Za to efekt jest wspaniały i żaden, nawet najdroższy sztuczniak nie jest w stanie zastąpić takiego cukru waniliowego.
Co do ścierek w kratkę, ponieważ potrzebnych mi jeszcze kilka mocnych akcentów, postanowiłam, że część z nich będzie czerwona. W tym celu, wzięłam najładniejszą bawełnę jaką miałam i uszyłam z niej ścierki 50x70. Wyszły lepiej niż się spodziewałam. Materiał z second handu (tyle, że nowy, nie używany) za 8 zł, a gdybym chciała wykorzystać całość to wyszłoby mi jakieś 16 sztuk. Poprzestałam na czterech, bo chcę jeszcze kupić/uszyć białe i z elementami niebieskiego.
Wybaczcie zdjęcia, ale wiecie jak trudno je robić przy sztucznym oświetleniu...
Miłego popołudnia!

piątek, 9 grudnia 2011

obrazki do sypialni

Nasza sypialnia będzie miała sporo czerwonych dodatków. Poprzednia sypialnia miała całkowicie czerwone ściany, i białe meble. W domu planujemy tylko czerwone akcenty na tle wszechogarniającej bieli. Kupiliśmy już łóżko Vanvick z Ikea, a ostatnio miałam trochę czasu żeby wykorzystać pozostałości boazerii na podbitkę i zrobiłam takie oto obrazki które w sypialni się znajdą. Konika wycięłam ze sklejki, rozgwiazda (mój ulubiony morski przedmiot :) ) jest oczywiście prawdziwa :)
Tak mi się spodobało robienie tych obrazków, że chyba zacznę je wytwarzać seryjnie :)

Do obrazków dołączy plakat poniżej, w dużej białej ramie z passpartout; będzie jeszcze kilka niespodzianek o których innym razem.



środa, 7 grudnia 2011

lata pięćdziesiąte w naszej kuchni

No cóż... Kupiłam czerwony chlebak Typhoon, który wielkością przypomina mały telewizor :) ale na tym się oczywiście nie skończyło... Kiedy zobaczyłam (przypadkiem!) zegar ścienny Acctim Delia Duck Egg Blue Wall Clock, pomyślałam, że to jest to! W sam raz do naszej lekko zwariowanej kuchni. Znowu trochę odchodzę stylistycznie od planów, ale jak można go było nie kupić za 54 zł :) Metalowa obudowa, cichy, miły "tik-tak", od razu obudził moje skojarzenia z "Eternal sunshine of the spotless mind" (oprócz "I love you Phillip Morris" to jedyna rola Carrey'a w której mogę go znieść).
A jak to cudo wygląda? Patrzcie, podziwiajcie i wierzcie, że w rzeczywistości wygląda jeszcze lepiej :)


bread box

Dzisiaj o chlebaku. Ja wiem, że to za wcześnie, ale wczoraj szukając upominku, znalazłam takie cudo od Typhoon w kolorze czerwonym. Kremowy jest w rzeczywistości trochę bardziej żółty, co na tle białych kafelek chyba nie wyglądałoby dobrze. Ponieważ dotąd obstawałam za niebieskim Smulanem z Duka, który niestety wycofano z oferty, chyba ostatecznie stanie na Typhoonie, za 99 zł (niestety...) w TKMaxx.
Na końcu chlebak kamionkowy, jego cena jednak pozostawia mnie przy metalowych. 
Czasem zdarza mi się piec chleb, już nie mogę się doczekać sesji z własnym bochenkiem :)






niedziela, 4 grudnia 2011

kolory kuchenne (red&blue)

Oto moje inspiracje kuchenne do kuchni. Chodzi o kolor - wszystkie przedmioty są już u mnie od jakiegoś czasu, ale dotychczas nie wpadłam na połączenie niebieskiego z czerwienią. Patrzcie i mówicie, co myślicie!

Mam nadzieję, że uda mi się uzyskać wiejsko-angielski styl.
Mnie się to wszystko poniżej podoba, choć to tylko taki draft (rzeczy niekoniecznie znajdą się w kuchni, ale akurat w tych kolorach tylko to miałam). Przepraszam za niezbyt udane zdjęcia...



niedziela, 27 listopada 2011

stare, błękitne okno

Wczoraj dostałam od brata cudowne stare okno. Leżało sobie na stercie pobudowlanych rzeczy, nikomu niepotrzebne. Kiedy je zobaczyłam, wiedziałam, że musi być moje :) Było dość mokre, bo leżało na dworze, ale w dobrym stanie. Suszyło się przez noc w domu, dzisiaj je wyszlifowałam, wyjęłam stare szybki, pomalowałam i proszę jaki efekt. Przy szlifowaniu okazało się, że okno pierwotnie było jasnobłękitne, potem ktoś pomalował je na ciemny turkus, potem na ciemną zieleń, a na końcu poczęstował je ciemnym brązem.
Ja postanowiłam oddać mu kolor młodości i tak, przemalowałam je z powrotem na kolor błękitny, który sama sobie namieszałam. Potem przetarłam i postarzyłam okno, które teraz wygląda tak jak poniżej.

Mam na nie tyle pomysłów, że nie wiem na który się zdecydować. Może być lustrem w łazience na dole, a mogę z niego zrobić tablicę do pisania, tablicę na zapiski czy nawet wieszak.

Na razie myślę o nim jak o lustrze, pięknie by pasowało do naszej wiejskiej łazienki na dole!
Uwielbiam stare, drewniane okna!




niedziela, 13 listopada 2011

:)

W tzw międzyczasie, zrobiłam sobie cudowną wizualkę naszej "szafki" w łazience na dole. Oczywiście w excelu :)
To jest to, co mi chodzi po głowie :)

*

Czuję nadchodzącą zimę, więc jednak trzeba będzie wreszcie na ten ogród wyjść i coś zmajstrować dla ptaków. Na przeszpiegach był dzisiaj Marcin i oto co przyniósł :)
Ja w tym czasie sprawdzałam czy farba do betonu nadaje się na drewnianą podłogę (już wiem, że nie) oraz raczyłam się zapachem piernika z kominka na olejki eteryczne (jestem uzależniona od świeczek, ognia i ładnych zapachów).

Oczywiście "coś tam" dłubaliśmy na budowie, ale wrodzona skromność ;) każe nam się nie chwalić.
CO to było, znajdziecie tutaj.
(a tak naprawdę to jesteśmy dumni jak pawie, bo robiliśmy to pierwszy raz, i nam wyszło!!! tak to jest drodzy fachowcy, kiedy nie można na Was liczyć i się miesiącami nie pojawiacie na umówioną robotę. Yntelektualisty też potrafią ;)).

sobota, 12 listopada 2011

dodatki łazienkowe

Do dolnej trafią:
- najprawdopodobniej lustro Hemnes, bo tylko to spełnia wymóg wymiarów na długość (60x90), w kolorze białym;
- lampki z CablePower w kolorze limonki lub niebieskim, w białych oprawkach (i z mlecznymi żarówkami) - to zamiast modnych teraz halogenów za którymi nie przepadam;
- kinkiet ogrodowy Massive Vancouver, który oczywiście przemaluję :) na szaro albo kremowo;

Z ozdób pt. "DIY" będzie może drabina, myślę o wykorzystaniu tej zrobionej jeszcze prze murarza, tylko ją muszę pomalować na biało, ew jasno szaro.




biała cegła i dodatki

Dziś na budowie:
- malowałam kolejne drzwi (niestety trzeba po 3 warstwy z każdej strony a między tym szlifowanie...). Będę to bardzo "miło" wspominać po zakończeniu ;)
- cięłam kantówki na kolejne lagary (na parter) - chyba ze 100 sztuk!
- Marcin murował murki z cegieł pod umywalkę w łazience na dole
- wymyśliłam projekt blatu na te murki z resztek desek które nie zostały wykorzystane. Blat będzie gruby na 5,5 cm, pomaluję go jasno-szarą lakierobejcą.


Murki pomaluję na kryjącą biel, w szafce/wnęce które utworzyły pojawi się najprawdopodobniej limonkowy Knodd z Ikea, a reszta? Cóż, dla odrobiny tajemnicy powiem tylko, że będzie nieco szaro ;)




raport: ogród 2011

W tym całym zgiełku przy wykańczaniu domu, bardzo mało mieliśmy czasu dla ogrodu. Kiedy widzę, że drzewa nie mają już liści - bardzo żałuję, że w tym roku nie zdążyliśmy niczego pokazać. Uprawy na "grobach" wyszły rewelacyjnie, miałam bób, cukinię, marchew, rzodkiewki, szczypiorek, truskawki, koper, papryczki chili, poziomki, maliny.
Nie udały mi się tylko ogórki i sałata lodowa, ale znajdę na nie sposoby w przyszłym roku :)
Oprócz truskawek i malin, wszystkie roślinki udało mi się wyhodować z nasion. Bałam się o bób, bo długo nie wyrastał, rzodkiewki i koper były bardzo szybkie, cukinii posiałam tylko 4 ziarenka. Rosła mi na parapecie, potem ją przesadziłam do ziemi. Tak samo było ze szczypiorkiem, ziołami i poziomkami (wysiewałam już w lutym!!!). Papryczki chili też nie zawiodły, choć to moja pierwsza uprawa.  Dwie roślinki przeżyły przymrozki jesienne, więc przesadziłam je do donicy i są teraz w domu. Mam nadzieję, że na przyszły rok, też będą owocować.
Niewiele mieliśmy kwiatów w tym roku, oprócz wiosennych cebul (czosnek ozdobny, tulipany) były też i białe róże (jedna pnąca, druga miniaturowa). Do nich dołączyły Marcinki, a wcześniej wrzosy i moje ukochane wiejskie kosmosy. Niestety nie mam ani jednego zdjęcia :( Nie było na to czasu. Cóż, nadrobię w przyszłym roku, mam nadzieję.
Miłej soboty, korzystajcie z pięknej pogody!

sobota, 5 listopada 2011

lampowo - kwoki

Kolejne zdobycze z targu, przemalowane i odnowione moimi zniszczonymi rękami :)
Lampa żółtopomarańczowa, to moje słoneczko do skandynawsko-duńskiej pracowni, zaś szarak (o dużo większej średnicy) powędruje nad stół kawowy do salonu. Stół oczywiście jeszcze nie skończony, ale możecie go znaleźć gdzieś w poprzednich postach (jest z komisu, bardzo ciężki i też stary).



Popularne posty