powiedz mi co masz na parapecie...

...a powiem Ci co ja mam ;)

Parapety, to może być temat rzeka. Z mojej strony powiem tylko tyle, że muszą pasować do okien i do wnętrza które wzbogacą. Ostatnia moda na granity nieco mnie przeraża, fakt są może i trwałe, ale już jak na mój gust mało mają wspólnego z "ciepłem domowego ogniska", dla mnie odpadają za wygląd i zimno.
My kupiliśmy zwykłe parapety sosnowe, które potem malowałam kilkakrotnie (a szlifowałam chyba z tysiąc razy). Zamocowaliśmy je na piance, uszczelniliśmy je, a pod nie dodaliśmy drewniane listewki przypodłogowe (obróciłam je do góry nogami i wyszedł ładny cokół). Pamiętam jak bardzo cieszyłam się po zamontowaniu pierwszego :)
Dziś parapety służą za "wystawkę" rzeczy które aktualnie mam na tapecie. Nie zasłaniam ich firanami (brrr), fajnie jest popatrzeć co się na nich dzieje. A dziać się może dużo ;)

Choć mamy zimę, na parapetach w jadalni, wschodzą już pierwsze siewki. Tydzień temu posadziłam czosnek na natkę, koperek, rzeżuchę i bazylię cytrynową. Swoje miejsce ma też tymianek, który wykopałam jesienią na bieżące potrzeby.



Parapety w salonie, to królestwo terakotowych doniczek, które uwielbiam za naturalność. W nich można znaleźć moje dorosłe już sadzonki Stevii i rozmaryn, który czasem podkradam do kuchni :)



Kuchnia, ciągle jeszcze nieskończona (nie wiem jak ja to wytrzymuję), za to na parapecie z braku miejsca gdzie indziej, stoją sobie słoiki (też jestem ich fanką) z różnościami:


Trochę kulinarnie jest też w moim pokoju za sprawą poziomek (no właśnie, kto powiedział, że ich nie można mieć zimą!). Posiałam je do donic końcem sierpnia i właśnie przekwitają ukazując pierwsze "zimowe" owoce.


Na koniec pokój Marcina i cegła z rozbiórki. Zostawiona, bo mi się bardzo podobała, a nie nadawała się pod kominek. Podkleiłam ją filcem, i sobie leży. Czasem przychodzą też koty...


Właściwie koty są największą zmorą parapetową, ale za to jak one wyglądają...
Miłego dnia~~~*

Komentarze

  1. Parapety mamy okropne białe plastikowe ale takie były i na razie musza zostać. Jeśli parapet jest wolny natychmiast zajmują go moje kotopsy (tu doceniam te plastikowe maszkarki bo mośki wskakując nie ześlizną się przypadkiem a skoro nie są drewniane to nie porysują ich swoimi pazurami). W miarę możliwości obstawiam je, głównie storczykami które lubię bo nie trzeba pamiętać o regularnym podlewaniu co 2 dni

    OdpowiedzUsuń
  2. A u mnie na parapetach przesiadują dzieci... ;-))))
    Mania ostatnio bardzo często. Dzis to nawet na parapecie zewnętrznym zagościł bałwan.

    Lubię tą piekną biel u Was!

    OdpowiedzUsuń
  3. Dopiero wczoraj Cie znalazłam i oczywiscie Twój blog :) Pozwolisz, że zostane dłużej i zaczytam się... jest u Ciebie cudnie :) Dorota z Sielankowego Dziergania

    OdpowiedzUsuń
  4. Parapety do pozazdroszczenia... U mnie z rozpędu i nadmiaru płytek na podłogę, parapety na parterze obkleiłam tymiż płytkami, może nie za ładnie, a do tego zimno ale dość praktycznie, no i tanio - co miało dla mnie wtedy spore znaczenie... Na poddaszu mam sosnowe:) Też mam stewię, tylko na parapecie w części kuchennej, razem ze słoikami (podobnie jak u Ciebie;)) Poziomki - niewiarygodne! Zapachniało latem:) A kocia dekoracja parapetu jak najbardziej mi odpowiada;)

    OdpowiedzUsuń
  5. a u mnie w kuchni na parapecie rośnie rozmaryn od Ciebie siora :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty