środa, 22 lutego 2012

cath kidston

Wreszcie jest :) Tapetowanie zajęło nam kilka ładnych godzin, w międzyczasie opracowaliśmy na nie kilka patentów, bo był to jak zwykle nasz pierwszy raz. Obawy były, wyszło nieźle, praktycznie nie widać łączeń. Zabawnie było z klejeniem i dopasowywaniem (ok 2 w nocy ciężko było się skupić). Ostatni pasek położyliśmy o trzeciej nad ranem :)
Wyszło cudnie i więcej nie napiszę, bo mi się płakać ze szczęścia chce, ilekroć do tej kuchni wchodzę.
Co jeszcze tutaj zmajstrujemy? Muszę kupić listwy sufitowe i je zamontować na całym obwodzie kuchni, potem muszę wykończyć łączenia kafelek z tapetą i boazerią (poniżej na zdjęciu moja propozycja - z niepomalowaną listewką), trzeba też wykończyć okno, a dokładniej zrobić drewniane obramowanie. Zajmę się tym może w week-end.







Poniżej wykończenie pt: "zrób sobie sam ościeżnicę z desek". Muszę jeszcze wyszlifować i pomalować kolejny raz listwy, na których umieszczę własnoręcznie zrobione drzwiczki z desek, wykończone zawiasami jak poniżej. Powinno być ładnie :)
Do sypialni powoli wnoszę nasze staroci + to co kiedyś uszyłam, a może pasować. Zaczynam się teraz rozkręcać :)





niedziela, 12 lutego 2012

padnięci i spełnieni :)

Wracamy z budowy, co nowego? Mnóstwo drobnostek, które na pierwszy rzut oka są niewidoczne a tak wiele znaczą dla całości.
W chwili przerwy, pomalowałam zdobyte od brata, kolejne pudełko po cegle klinkierowej. Tym razem poszłam w ciepłe szarości. Bardzo mi się podoba efekt!



A tu z daleka, pokój M jeszcze przed ostatecznym malowaniem podłogi (co zrobiłam dzisiaj, ale zdjęcia już nie mam):



Mój pokój w pełnym słońcu po pierwszej warstwie:



A tu coś co zobaczyłam oczyma wyobraźni jakiś rok temu, zanim pojawiły się tynki. Wchodziłam sobie jeszcze po betonowych schodach, wyobrażałam czarną ścianę i nagle mnie olśniło (w ten dzień pięknie świeciło słońce, jak na tym zdjęciu): pomyślałam, że lampa musi być koniecznie żółta. I tak się stało, choć kwoka na zdjęciu była pierwotnie emaliowana na niebiesko, przemalowałam ją sprayem na ten kolor. Uwielbiam ją:



Na koniec, sufity w hallu na górze. Jesteśmy na ukończeniu. Cieszę się bo to trwa już bardzo długo (zaczęliśmy w lipcu) ale efekt jest świetny. Tutaj dramatyczne połączenie czerni z bielą, w które mogę się wpatrywać godzinami, zwłaszcza w taki słoneczny dzień jak dziś:



Pozdrowienia dla wszystkich tych, którzy tu zaglądają a jeszcze się nie ujawnili. Zwłaszcza dla Pani Aliny, której wyroby i talent szczerze podziwiam :)
Miłego wieczoru!

środa, 8 lutego 2012

nlles

Z nowości mamy:
- mój coraz gorszy stan zdrowotny (dzięki koledze z pracy)
- pomalowane podłogi w pokoju M i w sypialni (na gotowo)
- zaczęte boazerie w kuchni
- zaczęte drzwi do garderoby, a właściwie na razie ich konstrukcja
- umywalka na górze
- zamontowanie brodzika i prysznica (działa!!!)
- nowe siniaki, zadrapania oraz zmasakrowane dłonie (dlaczego ciągle nie potrafię w rękawiczkach...)

Plany na ten tydzień były ambitne, ale jak zwykle realia okazały się okrutne.
Mam nadzieję, że niedługo wiosna, bo głodne sarny podchodzą nam pod sam dom...



sobota, 4 lutego 2012

turkusowy

Wracamy po ciężkim dniu. Trochę dzisiaj popracowaliśmy przy boazerii w kuchni, w łazience na górze. Powstało kilka patentów, było trochę kłótni.
Malowałam, między innymi wspomniany rano stół. Gdybym mogła, zamówiłabym jeszcze ze 3 takie same lub podobne, do przemalowania na kanarkowo-żółty, wiejsko-czerwony i biały schabby chic. Kto wie, w sklepie jest tak miła obsługa, że muszę tylko nazbierać pieniądze :) Mam kilka pomysłów, ale o tym innym razem :)




wiejski stół

Szukałam go od miesięcy... Odkąd zapadła decyzja, że nasza kuchnia nie będzie zabudowana (czytaj: murowana) w literę "U", ale w "L", wiedziałam, że chcę wiejskiego stołu w kuchni, z szufladą i na toczonych nogach. Poszukiwania trwały długo, bo na początku myślałam o przedwojennym autentyku, nie zjedzonym przez korniki. Kilka znalazłam, ale ich cena porażała mnie za każdym razem, tak jak i obecność (jednak!) korników.
Pewnego dnia... natknęłam się na stolik. Nowy, stylizowany. Bałam się jak cholera, ale kiedy podano mi cenę, nie zastanawiałam się ani chwili. Zamówiłam go tutaj: mebleaga 
Czekałam grzecznie dwa tygodnie (bo zamówiłam wymiar niestandardowy i z szufladą) a kiedy już przyszedł, padłam! Jest wykonany przepięknie, ma bukowe nogi, szuflada (nie ma na moim zdjęciu) jest tak solidna i dobrze zrobiona, że... żegnajcie meble z Ikea. Jestem zachwycona.
Stół będzie jeszcze dzisiaj (jeśli zdążę) pomalowany na turkusowo w całości, razem z blatem. Za gałkę posłuży uchwyt muszelka z metalu w kolorze cyny. Zdjęcia poniżej zrobiłam dzisiaj, wczesnym rankiem w mieszkaniu, więc ich jakość nie poraża, wybaczcie. Wierzcie jednak, że jest wspaniały!