miętowa szafa...

Stoi sobie już na docelowym miejscu. Jest duża i masywna, chociaż na zdjęciu tego aż tak nie widać. Jakość zdjęcia pozostawia do życzenia, niestety za oknem szaro, i ciężko dziś coś uchwycić (najlepiej koc, do przykrycia i spania ;). Kiedy tak ją oglądam myślę, że przydałaby się jej jeszcze jedna warstwa miętowego, w sumie miałam ją malować 2 razy, tyle że mi się nie chciało...
Trzeba będzie to zrobić, ale póki co, powiesiłam na niej girlandę z serc, którą niedawno uszyłam. Jak dla mnie świetnie pasuje, lubię to połączenie kolorystyczne. Do szafy muszę jeszcze kupić klucze na starociach, szukam czegoś prostego, ale jak dotąd nie znalazłam...

Obmyślam też nowe zmiany w jadalni, bo chyba nieco przesadziłam z czerwienią. A nowa jej (lekko zmodyfikowana) odsłona - może już w styczniu, zobaczymy :)

Pozdrowienia!


Komentarze

  1. cudowna,pieknie czarujesz swoje wnętrze;))

    OdpowiedzUsuń
  2. zakochalam sie w tej szafie. marzenie! :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Szafa śliczna :)
    jakiej farmy użyłaś? Chciałabym pomalować białą boazerię w łazience na miętowo i właśnie szukam odpowiedniego odcienia. Z góry dziękuję, Ola

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty