niedziela, 27 listopada 2011

stare, błękitne okno

Wczoraj dostałam od brata cudowne stare okno. Leżało sobie na stercie pobudowlanych rzeczy, nikomu niepotrzebne. Kiedy je zobaczyłam, wiedziałam, że musi być moje :) Było dość mokre, bo leżało na dworze, ale w dobrym stanie. Suszyło się przez noc w domu, dzisiaj je wyszlifowałam, wyjęłam stare szybki, pomalowałam i proszę jaki efekt. Przy szlifowaniu okazało się, że okno pierwotnie było jasnobłękitne, potem ktoś pomalował je na ciemny turkus, potem na ciemną zieleń, a na końcu poczęstował je ciemnym brązem.
Ja postanowiłam oddać mu kolor młodości i tak, przemalowałam je z powrotem na kolor błękitny, który sama sobie namieszałam. Potem przetarłam i postarzyłam okno, które teraz wygląda tak jak poniżej.

Mam na nie tyle pomysłów, że nie wiem na który się zdecydować. Może być lustrem w łazience na dole, a mogę z niego zrobić tablicę do pisania, tablicę na zapiski czy nawet wieszak.

Na razie myślę o nim jak o lustrze, pięknie by pasowało do naszej wiejskiej łazienki na dole!
Uwielbiam stare, drewniane okna!




niedziela, 13 listopada 2011

:)

W tzw międzyczasie, zrobiłam sobie cudowną wizualkę naszej "szafki" w łazience na dole. Oczywiście w excelu :)
To jest to, co mi chodzi po głowie :)

*

Czuję nadchodzącą zimę, więc jednak trzeba będzie wreszcie na ten ogród wyjść i coś zmajstrować dla ptaków. Na przeszpiegach był dzisiaj Marcin i oto co przyniósł :)
Ja w tym czasie sprawdzałam czy farba do betonu nadaje się na drewnianą podłogę (już wiem, że nie) oraz raczyłam się zapachem piernika z kominka na olejki eteryczne (jestem uzależniona od świeczek, ognia i ładnych zapachów).

Oczywiście "coś tam" dłubaliśmy na budowie, ale wrodzona skromność ;) każe nam się nie chwalić.
CO to było, znajdziecie tutaj.
(a tak naprawdę to jesteśmy dumni jak pawie, bo robiliśmy to pierwszy raz, i nam wyszło!!! tak to jest drodzy fachowcy, kiedy nie można na Was liczyć i się miesiącami nie pojawiacie na umówioną robotę. Yntelektualisty też potrafią ;)).

sobota, 12 listopada 2011

dodatki łazienkowe

Do dolnej trafią:
- najprawdopodobniej lustro Hemnes, bo tylko to spełnia wymóg wymiarów na długość (60x90), w kolorze białym;
- lampki z CablePower w kolorze limonki lub niebieskim, w białych oprawkach (i z mlecznymi żarówkami) - to zamiast modnych teraz halogenów za którymi nie przepadam;
- kinkiet ogrodowy Massive Vancouver, który oczywiście przemaluję :) na szaro albo kremowo;

Z ozdób pt. "DIY" będzie może drabina, myślę o wykorzystaniu tej zrobionej jeszcze prze murarza, tylko ją muszę pomalować na biało, ew jasno szaro.




biała cegła i dodatki

Dziś na budowie:
- malowałam kolejne drzwi (niestety trzeba po 3 warstwy z każdej strony a między tym szlifowanie...). Będę to bardzo "miło" wspominać po zakończeniu ;)
- cięłam kantówki na kolejne lagary (na parter) - chyba ze 100 sztuk!
- Marcin murował murki z cegieł pod umywalkę w łazience na dole
- wymyśliłam projekt blatu na te murki z resztek desek które nie zostały wykorzystane. Blat będzie gruby na 5,5 cm, pomaluję go jasno-szarą lakierobejcą.


Murki pomaluję na kryjącą biel, w szafce/wnęce które utworzyły pojawi się najprawdopodobniej limonkowy Knodd z Ikea, a reszta? Cóż, dla odrobiny tajemnicy powiem tylko, że będzie nieco szaro ;)




raport: ogród 2011

W tym całym zgiełku przy wykańczaniu domu, bardzo mało mieliśmy czasu dla ogrodu. Kiedy widzę, że drzewa nie mają już liści - bardzo żałuję, że w tym roku nie zdążyliśmy niczego pokazać. Uprawy na "grobach" wyszły rewelacyjnie, miałam bób, cukinię, marchew, rzodkiewki, szczypiorek, truskawki, koper, papryczki chili, poziomki, maliny.
Nie udały mi się tylko ogórki i sałata lodowa, ale znajdę na nie sposoby w przyszłym roku :)
Oprócz truskawek i malin, wszystkie roślinki udało mi się wyhodować z nasion. Bałam się o bób, bo długo nie wyrastał, rzodkiewki i koper były bardzo szybkie, cukinii posiałam tylko 4 ziarenka. Rosła mi na parapecie, potem ją przesadziłam do ziemi. Tak samo było ze szczypiorkiem, ziołami i poziomkami (wysiewałam już w lutym!!!). Papryczki chili też nie zawiodły, choć to moja pierwsza uprawa.  Dwie roślinki przeżyły przymrozki jesienne, więc przesadziłam je do donicy i są teraz w domu. Mam nadzieję, że na przyszły rok, też będą owocować.
Niewiele mieliśmy kwiatów w tym roku, oprócz wiosennych cebul (czosnek ozdobny, tulipany) były też i białe róże (jedna pnąca, druga miniaturowa). Do nich dołączyły Marcinki, a wcześniej wrzosy i moje ukochane wiejskie kosmosy. Niestety nie mam ani jednego zdjęcia :( Nie było na to czasu. Cóż, nadrobię w przyszłym roku, mam nadzieję.
Miłej soboty, korzystajcie z pięknej pogody!

sobota, 5 listopada 2011

lampowo - kwoki

Kolejne zdobycze z targu, przemalowane i odnowione moimi zniszczonymi rękami :)
Lampa żółtopomarańczowa, to moje słoneczko do skandynawsko-duńskiej pracowni, zaś szarak (o dużo większej średnicy) powędruje nad stół kawowy do salonu. Stół oczywiście jeszcze nie skończony, ale możecie go znaleźć gdzieś w poprzednich postach (jest z komisu, bardzo ciężki i też stary).



starocie

Jak już wcześniej pisałam, uwielbiam starocie. Oboje z resztą :) W naszym mieszkaniu mnóstwo jest rzeczy, które nas wyrażają, a które nie do końca należały do nas od początku. Mamy mnóstwo bibelotów, ale też rzeczy bardzo praktycznych, choć starych.
Na wrześniowym targu staroci w Bytomiu kupiliśmy oprócz pogrzebaczy do kozy, także kilka innych rzeczy a wśród nich te prawidła. Uwielbiam je, są tak pięknie wykonane i ciągle sprawne. Myślę sobie, że kiedy zostały wyprodukowane Paryż był Paryżem. Dzisiaj, ilekroć tam jestem, niestety nie przypomina mi tego w którym się zakochałam... Zostały pamiątki po nim, fajnie, że mam jedną z nich :)


co się dzieje na budowie

Wczoraj malowałam nasze drzwi. Nie są przygotowane pod malowanie, niestety za cenę 171 zł za skrzydło, trzeba brać półprodukt. Ale to dla mnie nie problem. Szlifowałam i szpachlowałam je 3 razy. Pomalowałam dwa. Maluję farbą akrylową, która ładnie pachnie i pozostawia rysunek słoi. Kolor to oczywiście biel.
Maluję też drzwiczki do garderoby, choć te mnie zawiodły, bo po nałożeniu farby lekko się wygięły i nie wiem, czy uda nam się zrobić z nich to co zamierzaliśmy, czy raczej staną się parawanem do sypialni... Na zdjęciu przyłożyłam do nich uchwyty, które moim zdaniem dobrze pasują.
Na koniec jeszcze lampa w pełnej krasie :)

Wczoraj wymurowaliśmy jeszcze betonowe ścianki pod umywalką na górze, może dzisiaj zacznę układać płytki :) Wiem, nigdy tego nie robiłam, ale muszę chociaż spróbować!
Miłego dnia!!!







czwartek, 3 listopada 2011

po godzinach...

Obijam się nieźle na budowie. Chyba dopada mnie depresja pt. "to się nigdy nie skończy". A to dlatego, że wszystko robimy sami, wiemy, że jeśli z czymś nie zdążymy, o czymś zapomnimy, lub nie będzie nam się chciało - to tego nie będzie.
Żeby ostatecznie nie zwariować próbuję trochę tworzyć, bo mi tego bardzo przez budowę brakuje. Przemycam więc metalowe pudełko z Krakowskiego Kredensu po kukułkach, które przemalowałam na czerwono (będzie służyło za świecznik, kiedy kupię mu białą świecę). W ramach fascynacji Szwedzką Dalarną, przemycam ręcznie (przeze mnie, a jakże!) wyciętego ze sklejki i pomalowanego konika, na tle mojego jeszcze nie skończonego obrazu w paski. Voila!


środa, 2 listopada 2011

historia jednej lampy

Co zrobić, jeśli się nie ma pieniędzy (aż tyle ile potrzeba) ale bardzo się chce?
Ja zrobiłam tak. Zawsze chciałam czerwonego Fishermana:



A dostałam lampę Ottava z Ikea (dziękuję kolegom i koleżankom z pracy :):



A potem zrobiłam sobie tak (jak już zawiśnie w sypialni, to zrobię zdjęcie w pełnej krasie :). Czy to aż takie trudne? Trzymajcie się ciepło!

wtorek, 1 listopada 2011

łazienka na dole

Aktualnie męczę się z malowaniem desek podłogowych do łazienki na dole. Pomalowałam je już 3 razy. Najpierw podkładowo na biało, potem na popiel, który wydawał mi się ładny, a wyszedł jasnobłękitny, w końcu sama przy pomocy barwnika i białej farby zrobiłam z tego odcień ciepłej szarości (coś w stylu french grey) i mam nadzieję, że to będzie to, o co mi chodziło. Oczywiście na tym się nie skończy, bo deski muszą być jeszcze raz pomalowane na biało i przetarte tak, żeby ta szarość z nich tylko przebijała. Nieźle sobie to wykombinowałam, prawda? Ale ponieważ takich desek w sklepie nie kupię, sama je musiałam zrobić :)

A oto umywalka na dół (cegły na szafkę jeszcze nie kupione) i bateria do niej. Trochę wchodzę w styl retro, ale mam nadzieję, że nad tym zapanujemy :)