poniedziałek, 26 grudnia 2011

dzisiejsze zdobycze

Wracam dziś ze świątecznego obiadu u rodziców bogatsza o kilka staroci~, których nikt już nie chciał. Dawno nie było mnie już w piwnicy, a pojawiłam się w samą porę! Marcin jest troszeczkę sceptycznie nastawiony (jak zawsze) ale ja wiem, że to co zrobię z moimi zdobyczami jeszcze niejednego zadziwi.
Co przytachałam? Po pierwsze piękne krzesło z lat pięćdziesiątych, prawdziwy rarytas, w warunkach allegrowych musiałabym zapłacić za nie jakieś 100-150 zł. Kolejną rzeczą jest taboret, totalnie zniszczony, pamiętam go jeszcze z dzieciństwa (było ich 6), nogi drewniane, pomalowane jakąś obrzydliwą brązową farbą, siedzisko z mdf. Wyszukałam też wiklinowy kosz piknikowy, stojak na kubki i czerwone, emaliowane wiaderko.
Jestem szczęśliwa!!!
Krzesło zostanie oczyszczone i pomalowane (nad kolorem jeszcze myślę, świetnie wyglądałoby w czerni, ostrej czerwieni lub turkusie). Taboret zostanie pomalowany na jasnoniebiesko lub biało, a siedzisko obite różową ceratą w białe grochy (już ją u mnie widzieliście). Kosz wiklinowy dostanie spatynowaną szarawą biel i będzie robił za osłonkę jakiegoś drzewka na pniu, stojak na kubki chyba będzie czerwony, a emaliowane wiaderko już czeka na wstawienie do kuchni bo niczego mu nie brakuje i chyba tylko na to czekało!
Zdjęć dziś nie mam, najwcześniej zrobię pojutrze, ale sprawozdanie na pewno zamieszczę :)

Do pełni szczęścia, na samym końcu znalazłam stare odważniki (ciężarki). Jest ich chyba z 7 sztuk (waga oczywiście też). Wykorzystam je jako przyciski do papieru, czy do obrusu na stół na tarasie (latem kiedy obrus będzie fruwał na wietrze).

Niektóre stare, niepotrzebne rzeczy mają niesamowity potencjał. Nie umiem przejść obok nich obojętnie, przemawiają do mnie, a potem moja wyobraźnia już podpowiada którą drogą pójść. Uwielbiam to.



****~~~~

1 komentarz:

  1. Mężczyźni kobiet, które kochają starocie przeważnie są sceptycznie nastawieni, ale widząc efekt końcowy i tak im się podoba - wiem coś o tym ;) Opis skarbów brzmi imponująco - zazdroszczę :) Ja od rodziców wracam bogatsza o... kilka kilogramów :D

    OdpowiedzUsuń