niedziela, 7 sierpnia 2011

po przerwie..

Po prawie dwu tygodniowej przerwie pora coś napisać. Nie, nie było żadnych wakacji :) Sama praca i praca, która daje jednak więcej satysfakcji (jak na razie) niż ta w biurze.
Przez ten czas:
- zrobiliśmy sufit w sypialni (jestem nadal w szoku, że robimy to sami i o dziwo nam wychodzi);
- kupiliśmy szafę-bieliźniarkę, która nam posłuży jako kredens zamknięty w jadalni;
- kupiliśmy stary stolik kawowy na toczonych nogach, wygląda jak z angielskiej wsi :);
- przyjechała przywieziona przez tatę szafka babci Ani na buty którą przerobię baaaardzo, a która jest z nami chyba od lat powojennych;
- kupiliśmy wyżymaczkę z XIX wieku;
- pojawiła się też balia cynowa (mieszczę się w niej cała :) ) a w niej wkrótce "białe dąbki", i lampa "kwoka" do mojego pokoju;

A teraz do zdjęć i wyjaśnień:

Oto sufit, oczywiście nie skończony jeszcze ale już położony. Wszystkie wkręty zakryj drewniane listwy maskujące, a sama boazeria zostanie jeszcze raz pomalowana na kryjącą biel.


To jest mebel, kupiony w Inter Komisie, na przecenie za 600 zł (sic!). Nie wiem ile ma lat, nie jest do jednak żaden XIX wieczny antyk, raczej coś około lat 60 (może). Podoba mi się jego wielkość (jest duży) i prostota mimo licznych gzymsów i zdobień, oraz to, że jest drewniany. Zostanie pomalowany na biało, a potem na turkusowo, zaś dodatki do niego będą cynowe (okucia, zawiasy). Rodzice błagają, żebym tego nie robiła i zostawiła w drewnie, ale ja przecież mam wszystko w głowie i wiem, jak będzie wyglądał po przemianie :)


Stary stolik, też Inter Komisu, za 400 zł, w pełni drewniany (nie przepadam za fornirem). Toczone nóżki sprawiają, że wygląda lekko, choć jest pieruńsko ciężki :) Głównie chyba prze ten blat, który (dziś tego nie widać) jest zrobiony z poukładanych obok siebie 3 cm litych desek, o szerokości jakichś 25 cm. Szukałam długo takiego, chociaż marzyło mi się znalezienie takiego z szufladką, ale cóż, nie można mieć wszystkiego :)


Szafka babci, strasznie zjechana, na początku była biała (widać ślady bieli, kiedy się zajrzy do środka), potem tata wpadł na "genialny" pomysł żeby ją pomalować na czerwono (ale to też było już jakieś 19 lat temu - pamiętam jak go prosiłam wtedy, by tego nie robił, bo za jednym zamachem pomalował też fajny wieszak, który chciałam pobielić). Szafka potem przeleżała w piwnicy (całe szczęście, że je nie porąbał).
Przerobię ją tak, że nikt jej nie pozna. Już wczoraj odkręciłam jej drzwiczki (z nie małym trudem, bo te wkręty powojenne, jakieś takie nie pasujące wcale do naszych śrubokrętów, namęczyłam się strasznie). Wybiłam tylną ściankę ze sklejki i wyjęłam chyba z 50 gwoździ z tyłu. Jaka będzie?
Widzę ją w marynistycznym stylu, ja wiem, że pewnie wszyscy pukacie się w czoło, ale ja naprawdę to widzę tak:
biały lakier (w całości) do tego wymiana szuflad (zrobię im nowe fronty), uchwyty "muszelki" z cyny, wewnątrz dwa białe, rattanowe koszyki z uchwytami, a na górze gąbka obszyta materiałem w marynistyczne pasy. Będzie jak nowa, chociaż stara a nie tylko stylizowana.



A oto wyżymaczka, zakup roku;) Będzie w łazience, jako niekonwencjonalny wieszak na papier toaletowy :) Bardzo nam się podoba ze względu na te napisy, autentyk, uwielbiam przedmioty z historią.


Balia cynowa i lampa kwoka , to zakup z Bytomskiego targu staroci (każdy pierwszy week-end miesiąca). Balia, wiadomo, będzie kwietnikiem (choć marzy mi się znalezienie starej balii i zrobienie z niej umywalki na dole - dalej szukam odpowiedniego rozmiaru) a lampa, to w sumie na razie tylko metalowy, emaliowany na turkus klosz, z którego dopiero lampę zrobimy. Jeszcze nie wiem na 100%, ale do niej mam cztery kolory do wyboru: czerń, biel, turkus albo wściekły ale ciepły - żółty. Muszę to przemyśleć. A same zdjęcia... jutro :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz