środa, 31 sierpnia 2016

pomidorowa przykrywka...

A oto pierwsza relacja, wybaczcie jakość zdjęć, z naszego malowania. Kolor wyszedł cudowny, jest to taka ciepła ciemna dosyć szarość, już wyobrażam sobie nasz domek w śniegu z wiankiem na drzwiach! Jestem strasznie zadowolona z pierwszych efektów, choć to dopiero początek. Zdjęcie pomidorów (dodam, że świeżo zerwanych z krzaka) to oczywiście przykrywka :) Wybaczcie, te z niewykończonej elewacji mogłyby kogoś przestraszyć bo sporo na nich bałaganu i nieładu (właśnie zauważyłam żółtą ścierę na jednym z nich; cóż nikt nie jest doskonały, zwłaszcza żółta ściera ;)).
Miłego popołudnia! Postaram się pisać więcej w miarę jak dom będzie "szarzał". Paaaa!

ps. podjazd "wykostkował" oczywiście Marcin (pierwsza w życiu robota brukarska!).
Wyszło mu przepięknie i chyba jest z tego trochę dumny ;) w każdym razie ja wiedziałam, że sobie dobrze poradzi :)






piątek, 26 sierpnia 2016

zmiany, zmiany...

Witajcie po długiej przerwie! U nas dzieje się dużo, niekoniecznie pod kątem wnętrz, ale trochę też. Dlatego nie omieszkam pochwalić się wkrótce małymi zmianami w kuchni (choć dla mnie to kamień milowy ;) oraz delikatną zmianą kolorystyki salonu (to może później, ale zdjęcia wrzucę).

Tymczasem, ostatecznie wybraliśmy kolor elewacji - to nic, że zajęło nam to 4 lata :) i chyba 100 zł wyrzucone w błoto na testery. Naszą farbą będzie Tikkurila, a kolorem 4978. Malujemy sami, więc mam nadzieję, że do świąt damy radę ;)

Tymczasem potrzymam Was jeszcze w napięciu i życzę udanego weekendu!


poniedziałek, 21 marca 2016

od świąt, do świąt...

Ale dawno mnie tutaj nie było! Nie sądziłam, że aż tak... Nie zdążyłam na dobre pożyczyć Wam Zdrowych i Wesołych a tu za rogiem kolejne święta :) 
U nas właściwie nic nowego się nie dzieje, tylko czas, tak jakby przyspieszył o jakieś 500% po tym odkąd jest z nami nasz synek. Nie wiem jak to się stało, że ma już ponad dwa lata, naprawdę! 

Chciałabym wrzucić jakieś nowe zdjęcia wnętrz, ale szczerze mówiąc, dawno ich już nie robię. Dzieje się tak bardziej nie tyle z braku czasu czy ochoty, a raczej dlatego, że właściwie nie dodaliśmy nic nowego od tych dwóch lat... Przestałam kupować rzeczy do domu i trochę mi żal, ale czy tego chcemy czy nie, pieniądze są potrzebne na inne wydatki :) Nie chcę tutaj narzekać, tak po prostu jest.

Z planów, marzy mi się zmiana blatów w kuchni na białe (teraz może być to nawet plastik, choć konglomerat to byłoby coś!), chciałabym wreszcie mieć taras z porządnego zdarzenia i pomalowaną elewację, marzę o skończeniu ogrodzenia oraz o tym, że Marcin kiedyś "posprząta ten garaż"...
Zmęczona brakiem snu, myślę, że gdyby udało się w tym sezonie wykonać choć 30% planu, to byłabym już szczęśliwsza :)

Tymczasem w głowie mam już wiosnę, święta, a poza głową nieumyte okna :) 

I Wam życzę udanych i wesołych przygotowań! Ściskam Was mocno!


 

wtorek, 22 grudnia 2015

odliczanie :)

Choinka ustrojona, Kosma skacze z radości kiedy ją widzi (dosłownie), i oczywiście zdejmuje co popadnie. Ja postanowiłam ozdobić również mój ulubiony domowy zakątek, czyli miejsce gdzie stoi koza. W tym roku uszyłam skarpety bawełniane z polarem i gwiazdki na wieniec. Skromnie ale mi się podoba.
Idąc za ciosem, druga donica dostała stroik z konikami. Chciałabym jeszcze trochę poszaleć szyciowo, ale niestety nie ma na to tyle czasu :)
Pozdrowienia!







A to już moje drugie śniadanie, zjedzone trochę późno, bo o pierwszej, ale co tam (domowa granola trzymała mnie od ósmej :)). Kromka ciemnego pieczywa, odrobinka masła, dwie garście rukoli, dwa plasterki szynki, pół papryki a przede wszystkim moje odkrycie: serek kozi (roladka) z kandyzowanym ananasem. Pyyycha :) A kolor papryki, sami zobaczcie:


poniedziałek, 21 grudnia 2015

coraz bliżej święta! i krótkie zrób to sam dla chętnych :)

Dziś miałam chwilę, by zacząć wprowadzać do domu świąteczny nastrój. Mój pomysł chodził za mną już od kilku tygodni, a przed chwilą został zrealizowany (hurra!). 
Na czym polegał?
Na największe okno w salonie wymyśliłam sobie świąteczne ptaszki na oszronionych gałązkach, a całość wyszła jak poniżej. Bardzo mi się to wszystko podoba, dodałabym jeszcze fajne lampki, ale zobaczę co powie Marcin :)








Czego potrzeba do wykonania takiej "instalacji":
- kilka zawieszek wszelkiego rodzaju (w tym bombek) co kto lubi; ja uszyłam sobie tildowe ptaszki i ozdobiłam je czerwonymi tasiemkami;
- sztucznego śniegu (super sprawa, naprawdę!);
- kilka (najlepiej) suchych gałązek;
- styropian (wielkość dopasowana do donicy) lub gąbka florystyczna (ja miałam styropian jeszcze po budowie);
- trochę kory (najlepiej drobnej) do przykrycia styropianu, ale można wszystko "ośnieżyć" - ja tego nie zrobiłam, bo śnieg jeszcze mi się przyda :);
- doniczka/osłonka w której chcemy umieścić całość;

Wykonanie jest banalnie proste. Tniemy styropian, wkładamy go do środka, do niego wtykamy patyczki, gałązki, oszraniamy, zawieszamy zawieszki i gotowe!
Bawcie się i koniecznie dajcie mi znać jakie Wy przygotowujecie w tym roku ozdoby na okna!
Wesołych przygotowań :)


czwartek, 26 listopada 2015

Piś, czyli pierś :)

Wpadam tylko dosłownie na pół minuty, żeby podzielić się z Wami czymś pozytywnym.
Otóż zacznę od tego, że od początku karmię Kosmyka piersią (w jego języku pierś to "piś").
Na początku oczywiście było ciężko, potem już lepiej, a jakiś czas temu zaczęłam się bić z myślami, czy to aby nie pora na odstawienie (jak by nie było nasz synek skończy za półtora miesiąca 2 lata). Właśnie miałam chwilkę i wpisałam w youtube frazę "Jak długo karmić piersią" i sami zobaczcie, a raczej posłuchajcie co mi wyskoczyło :)
Polecam wysłuchać do samego końca. Tak mnie to naładowało, że póki co postanowiłam karmić dalej (z resztą nie mam złudzeń, że mój mały mężczyzna pozwoliłby mi na odstawienie, choć mógłby już przesypiać noce, łobuz jeden!).
Dla wszystkich mam które mogą i karmią piersią oraz tych, które mogą a jeszcze się wahają :)

Pozdrowienia!

ps. nie wiem jak Wasi mężowie/partnerzy informują Was o pustym żołądku, u nas czasem wygląda to tak:




wtorek, 24 listopada 2015

Wpis sponsorowany ;)

Witajcie. Oczywiście tytuł posta to mały żart. Nie chcę się przesadnie reklamować na blogu z moim szyciem, ale tym razem poczułam, że muszę.
Pamiętacie kiedy pisałam o pastelach we wnętrzu? Na razie (a minęło już grubo ponad rok czasu) oczywiście z planów nici. Nie zrobiłam absolutnie żadnych zmian, bo po prostu nie mam na nie czasu...
Ostatnio jednak dostałam ciekawe zlecenie od Pani Weroniki na uszycie kalendarza adwentowego w formie skarpetek, w pastelach. Ciekawa byłam co z tego wyjdzie.
Uszyłam, rozłożyłam na sznurku nad kominkiem i zakochałam się. Użyłam tkanin w gwiazdki i nie tylko, ale całość jest utrzymana w delikatnych, pastelowych odcieniach szarości, mięty i różu.
Kolory trochę gryzą się z naszą kozą i sama bym ich nie wybrała akurat w to miejsce, ale takie połączenie np. w sypialni to byłoby coś :)

Kalendarz zawiśnie w pokoju małej Jette, i ją i jej mamę serdecznie pozdrawiam!
A Wy, napiszcie co myślicie o takim połączeniu kolorów i trzymajcie się cieplutko!






sobota, 19 września 2015

co ja mam powiedzieć...

A kuku!
Nie wierzę, nie wierzę że to tak długo. Nie wierzę, że ktoś jeszcze tu zagląda.
I nie wiem. Nie wiem jak to się stało, że przez ponad rok, nie mogłam się zalogować na tego bloga. Ciągle miałam problem z uzyskaniem dostępu odkąd przeszłam częściowo na gmail. Wybaczcie!

Nie dam rady tak od razu napisać co się u nas pozmieniało, wrzucę dziś tylko kilka zdjęć salonu, który nam trochę poszarzał, a potem się zaróżowił ;)
Wszystko to za sprawą zazdrostek, oraz poduch. Z resztą, sami zobaczcie.
Spokojnej nocy!
(mam nadzieję, że wróciłam i google nie będzie mi więcej blokować bloga)

ps. przepraszam wszystkich tych, którym nie mogłam odpisać na maile/komentarze...





sobota, 23 sierpnia 2014

Kosmykowe detale

Trendy w urządzaniu dziecięcych pokoi stawiają na styl marynistyczny. Uwielbiam go, ale w pokoju Kosmyka musieliśmy go zamienić. Wykonany w moim wydaniu (co widzieliście na poprzednich zdjęciach), wydawał mi się nazbyt dojrzały i wyrafinowany jak na niemowlaka. Po prostu mi nie wyszedł, nie miałam do tego drygu.
Wymyśliłam więc sobie kolory nawiązujące do tego co mamy w pobliżu, czyli do lasu :) Mamy więc dużo zieleni, jasnego turkusu i odrobinę czerni, a do tego wszystkiego biel (kolor przewodni w całym domu).
Oto detale, jeszcze nie dopracowane, ale więcej wkrótce.


półeczka nad łóżkiem, z karuzelkami i szytymi zawieszkami


girlanda, która najlepiej oddaje kolory i wzory tkanin, których użyłam do aranżacji pokoju


ozdoby na łóżeczko - literki (ostatnio uwielbiam je szyć!) i girlanda mini, a do tego kołderka z poduszką na lato, którą uszyłam już ze 2 miesiące temu


mały pirat, który został z poprzedniej aranżacji, a którego uszyłam
 kiedy Kosmyk był jeszcze w brzuchu :) razem z myszą

To tyle na dziś. Pędzę teraz łapać słońce i cieszyć się wybujałą w tym roku roślinnością w naszym malutkim ogrodzie. A tak na marginesie, macie ochotę na jakiś ogrodowy post?

Miłej soboty :)




poniedziałek, 4 sierpnia 2014

yhm, yhm...

Ten post dotyczy jedynie zaproszenia do naszej nowej strony, pt: Wystawka (dostępnej tutaj), na której cyklicznie będę umieszczać rzeczy z naszego domu, na które niestety nie ma już miejsca po tym, jak zajęły je kaszki, słoiczki i inne Kosmykowe przyjemności.

Jeśli coś Was zainteresuje, piszcie.

A tym czasem, miłego poniedziałku życzymy my, oraz nieustraszony pogromca karczowników i myszy - Frodo!






środa, 30 lipca 2014

co by tu... zmienić!

Wiecie jak to jest, kiedy macie urządzony dom/mieszkanie i po wakacjach do niego wracacie? O ile przed wyjazdem zostało posprzątane, w momencie otwarcia drzwi, na nowo budzi się nad nim zachwyt. Że fajna ta podłoga, że kuchnia jest po prostu boska, a sofa w salonie to był jednak strzał w dziesiątkę i... co tu zmieniać kiedy jest tak fajnie?! 
No cóż... Ja i Marcin, nie byliśmy na wakacjach już od 5-ciu lat. Tak. No i co się wtedy dzieje? Nie widzi się tego, że jest dobrze. Zapomina o blogowaniu (bo czym tu się chwalić, kiedy wszystko takie nudne i powszednie...), zachwyt pryska, sofa jakaś taka rozlazła, podłoga zakurzona a kuchnia trąci myszką. Remedium? Jest jedno - ZMIANA. 

Dziś wklejam nie nasze zdjęcie, żeby pokazać co mi ostatnio chodzi po głowie. Część z Was pewnie nie będzie zachwycona, ja jednak przepadłam. Pastele... To prawie jak choroba. Zaczęło się od wizji podczas mojej ostatniej wizyty w Ikea, kiedy w koszyku pewnej dziewczyny zobaczyłam piękne, pastelowe (różowe i szare) talerze. Olśniło mnie. Pomyślałam, że czas na zmiany. Nie wiem co na to moja druga połowa, ale moja determinacja zawsze jest duża :) 
Marzą mi się turkusy, soczyste zielenie, akcenty fuksji i żółtego, jasny róż...
Jak zmienić wnętrze tanim kosztem? - to będzie dopiero wyzwanie. Czy mi się uda? Od czego zacząć? Te myśli krążą teraz w mojej głowie. Pewnie jeszcze pokrążą, po cichu jednak myślę o sypialni, która i tak nieskończona, ciągle czeka na pokazanie w pełnej krasie. Czy to dobry pomysł? To się okaże. 

Pozdrowienia!

Źródło: GoodHomes magazine, wrzesień 2014


wtorek, 8 lipca 2014

przerwa

Tygodnie zamieniają się w dni, dni w godziny. Upłynęło znowu sporo czasu odkąd mnie tu nie ma, ale dla mnie to jakby było wczoraj. Dni z Kosmykiem mijają w zawrotnym tempie, nie sądziłam, że tak to może wyglądać. 
Obiecałam dalszą część pokoju w zmienionej kolorystyce, w międzyczasie popełniłam pierwszy DIY totalnie do bani :) a teraz może uda mi się odrobić nieco zaległości. 
U Kosmy rządzą zielenie, turkus, szarości, czerń i odcienie żółci (tej bardziej musztardowej). Początkowo, kiedy miałam jedynie w głowie takie zestawienie wydawało mi się to nieco dzikie, jednak w praktyce to był strzał w dziesiątkę. Pokazuję na razie tylko jedno zdjęcie, bo na więcej nie mam czasu, ale mam nadzieję, że coś Wam to już będzie mówiło.
Jeśli ktoś tu jeszcze zagląda, to dziękuję za wierność :)
A dlaczego nie pisałam? Dopadła mnie jakaś totalna melancholia (tak, wymiana hormonów ;) i strachy na lachy (sytuacja polityczna szeroko pojęta); chwilowo trudno było się pozbierać...

Miłego dnia!


sobota, 17 maja 2014

dlaczego nie ma drugiej części i moje pierwsze DIY

Od kilku dni pada deszcz, a niebo jest zachmurzone do tego stopnia, że zrobienie choć jednego porządnego zdjęcia graniczy z cudem. Z tego też powodu, żeby nie zaniżać poziomu ;) postanowiłam poczekać na pokazanie Wam drugiej części Kosmykowego pokoju. 

W zamian, mam coś na pocieszenie dla tych, którzy lubią zrobić coś samemu i mieć z tego dziką (a jakże) satysfakcję :) - banalny przepis na pranie.



Na początku ubrania Kosmyka prałam w płynie dla dzieci. Szybko okazało się, że niestety złapał uczulenie. Do dziś nie wiem co to było (możliwe, że to była alergia pokarmowa), w każdym razie lekarz stanowczo zakazał używania dotychczasowego płynu. Tak zrobiłam a potem zaczęłam się zastanawiać w czym by tu prać. 
Wymyśliłam, że będę prać w mydle, jak nasze mamy, babcie i zobaczę co będzie. Efekt przerósł moje oczekiwania. Nie spodziewałam się, że zwykłe mydło + wysoka temperatura mogą tyle zdziałać. Okazało się, że mydło lepiej sobie radzi z plamami niż renomowany płyn dla dzieci, do tego jest bez zapachu więc nie uczula, a cenowo, cóż, tu ucieszyłam się najbardziej, bo jak wiecie lubię oszczędność :) 

Jak przygotować sobie mydło do prania? 

1. Zwykłe, szare mydło (typu Biały Jeleń, Powszechne etc.) utrzyj na tarce (najlepiej na drobnych oczkach, wtedy szybciej się rozpuszcza) przesyp do pojemnika;
2. Odmierz 4 łyżki stołowe płatków i przesyp do naczynia w którym je rozpuścisz;
3. Zalej płatki gorącą, przegotowaną wodą (ok 600-700ml) i mieszaj do rozpuszczenia (roztwór będzie przypominał wodę). Nie przejmuj się, jeśli nie wszystkie rozpuszczą się od razu, na to potrzeba trochę czasu;
4. Co tu pisać, to by było na tyle. Odstaw całość najlepiej na noc, rano galaretę (nasza mikstura płatków i wody zrobi się mętna) wyłóż do bębna pralki bezpośrednio na pranie, nastaw program i gotowe :)

Podana ilość jest wystarczająca do jednego prania, więc ja, zanim załączę pralkę idę sobie przegotować wodę na nową porcję "proszku", w ten sposób ciągle mam go pod ręką (rzadko zdarza mi się załączać dwa razy na dzień pranie dla małego - przeciwnie póki co, robię to raz, maksymalnie dwa razy w tygodniu, ale mam chyba jakieś niebrudzące się dziecko ;) choć wiem, że to się pewnie zmieni po wprowadzeniu pokarmów stałych). 

Fajnym pomysłem byłoby zaangażowanie w "wytwarzanie" takiego "proszku" starszego dziecka, nie wymaga to ani wprawy, ani tym bardziej jakichś nadzwyczajnych umiejętności, a przynosi satysfakcję i zwyczajnie może zachęcić do wykonywania innych domowych czynności (zdaję sobie sprawę, że nie wygram na tym polu z Angry Birds, i narażam się na śmieszność, ale póki co, mając w domu na razie tylko niemowlaka, jeszcze się łudzę ;). 

Rozpisałam się jak szalona, teraz zilustruję jeszcze cały proces i pędzę do męża, bo to przecież sobota , a Kosmyk już śpi! 

Życzę Wam wszystkim spokojnej nocy i dziękuję tym, którzy zdołali dobrnąć do końca tego niezbyt krótkiego postu!




czwartek, 15 maja 2014

zmiany, zmiany! cz.1

Znowu zapowiedziałam i znikłam na długo. Już nie będę się tłumaczyć, bo nie wypada, ale przynajmniej staram się odpisywać na Wasze pytania :)

Dziś część pierwsza małej zmiany w pokoju Kosmyka. Właśnie skończył 4 miesiące i postanowiliśmy nieco przemeblować mu pokoik. Cóż, nie zawsze od razu wszystko jest takie łatwe i oczywiste zwłaszcza że na początku po pojawieniu się malucha panuje raczej chaos, ale odrobina praktyki sprawiła, że teraz kącik jest bardziej wykorzystany i małemu też chyba ten układ odpowiada :)

Całość utrzymana w tonacji czarno-białej (tak, tak, sypnijcie gromami ;)) i szarej, z dodatkami naturalnego drewna (zabawki na komodzie). Nie każdemu się spodoba, ale nam podoba się bardzo. 

Co nowego? 
- półka Ikea (czarne wsporniki + deska);
- zmieniłam zawieszki (uszyłam słonie, które zawiesiłam na karuzelce z drewna zrobionej przez Marcina);
- uszyłam komplet na lato (kołderkę i poduszkę);
- na targu udało mi się kupić konika do ciągnięcia z drewna, kosztował 25 zł, jest duży i solidnie zrobiony; 

Całą resztę już pewnie widzieliście. 
Jutro ciąg dalszy zmian.

Miłego dnia!




czwartek, 17 kwietnia 2014

przygotowania...

Wpadam tylko na chwilę żeby pochwalić się moim "zajączkiem".
To ceramiczna, biała patera którą wreszcie sobie sprawiłam, a której szukałam chyba z rok.
Widziałam ją wcześniej i zawsze mi się podobała, ale wrodzone skąpstwo (tak, tak, niestety) nie pozwalało mi się na nią zbyt szybko porwać, aż w końcu pomyślałam o kolejnym świątecznym śniadaniu bez niej i...
Kupiona za 99 zł w internecie będzie mi służyła do eksponowania muffin i ciast.
Wierzcie mi lub nie, dzisiaj (chyba się starzeję) takie przedmioty działają na mnie bardziej niż ciuchy :)
Też tak macie?

Powoli przygotowuję dom do niedzielnego śniadania i choć z religią jesteśmy bardzo na bakier, to tradycja (która z resztą więcej ma wspólnego z Egiptem niż kościołem- sic!) będzie zachowana.
Postaram się Wam przedstawić nasz stół, jeśli uda mi się zrobić kilka zdjęć.

A tym czasem przedstawiam paterę i uszyte naprędce zajączki do dekoracji, o której nieco później.

Wesołych przygotowań dla wszystkich!




poniedziałek, 14 kwietnia 2014

girlanda

Tulipany zwiędły i dawno już rozkładają się na kompoście, za oknem wiosenne słońce ustąpiło ulewom i chłodom, a ja w biegu polecę Wam dziś prosty i szybki sposób na udekorowanie wnętrza.
Girlanda - bo o niej mowa. Tę na zdjęciu uszyłam naprędce, miała zostać tylko na przyjęcie, ale chyba powisi na dłużej. Dlaczego? Jest niesamowicie klimatyczna, choć na zdjęciu może tego nie widać.
Powiewa na wietrze, przyciąga wzrok (zwłaszcza Kosmyka), może być uszyta pod każde wnętrze i wiecie co, jest autentycznie rozweselająca :)

Wiem, że wiele z Was ma sporo talentu, siadajcie więc do maszyn i do dzieła!

Miłego tygodnia!

ps. w tym roku nie mam zbyt wiele czasu na ogród, czego bardzo żałuję, za to Marcin przejął całkowicie pałeczkę i proszę - pomidory już się wykluły!








sobota, 5 kwietnia 2014

wiosna!

Nie wiem czy u Was tak samo, ale my mamy wiosnę na całego i to nie tylko za sprawą tulipanów w wazonie :)
Kwiaty we wnętrzu to cenna rzecz i piękno w czystej postaci, od samego patrzenia robi się niebiańsko, choć i tak najpiękniejszą rzeczą jaką można sobie wyobrazić, jest bezzębny uśmiech małego dziecka :)
Zgadzacie się?

Miłej soboty!

ps. a wszystkim najfajniejszym ciociom, dziękujemy za odwiedziny!








piątek, 14 lutego 2014

nowy nabytek

Łazienka na górze nabiera powoli ostatecznych kształtów. Jeszcze tylko kilka gadżetów (w tym kontakty przy umywalce o które proooooszę Marcina od "jakiegoś" czasu) i powinna być gotowa do prezentacji.
Tymczasem, wczoraj zmontowała się komoda z Ikea (przepraszam z góry wszystkich nie przepadających za tą marką), z małą modyfikacją dotyczącą uchwytów. W oryginale były czarne, plastikowe, zamieniliśmy je na drewniane w kolorze ciemnego dębu. To ona właśnie jest bohaterem dzisiejszego tematu :) 
 
Miłego piątku!
 





czwartek, 30 stycznia 2014

kuchenne przedsmaki

Ciągle nie mogę Wam pokazać kuchni. Nie zdążyłam na czas z zasłonkami, uszyłam tylko jedną, Marcin nie wyrobił się z koszykami i tak, panuje w niej lekki chaos, którego nie mam odwagi pokazać, bo nie jest on zbytnio w naszym stylu :) Zdążył za to obudować drzwiczki od zmywarki co widać na zdjęciach.
Dla przypomnienia, kuchnię wymurowaliśmy z bloczków Ytong, i zaciągnęliśmy atlasem, a potem pomalowaliśmy szarą farbą do betonu Bondex. Wyszło ekonomicznie, w połączeniu z białą podłogą i blatami z Ikea (pomalowanymi V33 na jasny dąb) całość nam się podoba. Kuchnia jest oczywiście bardzo retro, ale taki mieliśmy zamiar (kto widział "Eternal sunshine of the spotless mind" - polski tytuł filmu jest głupi), wie o co chodzi :)
Co do sprzętów, staramy się, żeby były w stylu, ale nie na wszytko było nas stać. I tak, zamiast lodówki Smega jest Gorenje (nieźle się namęczyłam, żeby zdjąć jej napis z drzwiczek), zamiast kuchenki Aga, nowoczesny Samsung (o ile dobrze pamiętam :), oraz super nowoczesna (trochę jej nie lubię) mikrofalówka. Cieszę się z czajnika kupionego w okazyjnej cenie, bo przynajmniej on ratuje sytuację i "nawiązuje" :)

To tyle wypocin, w każdej chwili Kosmyk zawoła na cały głos, a wtedy znowu zalegnę na dłuuuugie chwile :)

Dziękujemy za życzenia i gratulacje!
Pozdrowienia!